Więcej o Stanleyu na Tacky:
Stanley wywiad cz.1
Stanley ma nowych sponsorów
Poprzednie wywiady z polskimi skaterami na Tacky:
Łukasz Kwiatkowski
Michał Przybyłowicz
Tomek Frant
Krzysiek Godek
Szymon Stachoń
Bartek Milczarek
Szymon "Szaban" Kuś
Kiedy powstała „Rodzina” i z czyjej inicjatywy?
Dawno.. szczerze to już nawet nie pamiętam. Jestem tam codziennie przez nią przechodzę, cieszę się mam deszcze, strumienie światła przeplatające się między filarami i porowata nawierzchnia na której trudno nie zostawić części swojej skóry. Wszystko dzieje się szybko i trudno, dużo możliwości, płomienie w oczach, kurz z pod kółek w każdym miejscu inny kąt co chce uczyć cie pokory.. wiem jestem stronniczy, wiem, ale przecież to moje słowa tak to czuje.. i wiem
Pamiętam Twój artykuł z 4 numeru „Dizastera”. Były tam zdjęcia na których spot był oblegany. Czy nadal pojawia się tam sporo osób?
Teraz jest trochę inaczej.. są stali bywalcy, są odważni którzy w tym właśnie miejscu zaczynają swoją przygodę z deskorolką, dalej przewija się przez to miejsce dużo ludzi od żuli przez nauczycieli do kierowców ciężarówek.. znany schemat to pogoda im gorsza tym więcej chłopa, tak to już jest z zadaszonymi miejscówkami. Beemiksy wrotkarze i deskorolkarze kocham Sącz za brak podziałów. Poza tym w grudniu odbędzie się „Komandos Dżem II” myślę że będzie grubo jak w pierwowzorze..
Jak dziś z perspektywy czasu patrzysz na „Rodzinę”?
Myślę że jeśli bym miał patrzeć z punktu widzenia czasu.. to nie potrafię sobie tego punktu wyobrazić (wierzysz?).. a gdybym miał Zań mówić to powiedział bym: „działo się i dzieje się”
„Rodzina to miejsce które ciągle płynie”. Dzięki betonowym zmianom Twoje słowa mogą być odbierane dosłownie. Jak wyglądają prace z taką ilością betonu oraz walką o odpowiednie kąty?
Wczoraj na skateparku powiedzieliśmy sobie, że każdy przyniesie po 20 zł na jutro na rodzinę i robimy qłoterka.. Wszyscy się zebrali i chyba z godzinę przesiedzieliśmy nie robiąc nic nie widząc sensu, znając swój brak umiejętności. w końcu „ejno spróbujmy” no i poleciało, w jeden dzień zrobiony qłoter drógi dzień „ty może by on przechodził w łolrajda”, trzeci „ej to my zrobimy mólde”, „my zrobimy kontynuacje wolrajda” i tak szło dzień w dzień w trzy tygodnie.. były dni że było multum ludzi dni że były trzy osoby każdy kto przychodził brał się do roboty rzucał hajs jaki miał i tak kręciliśmy tą karuzelą. Na rodzinie nie ma prądu wiec wszystko jest rozrabiane łopatami, zaciągany godzinami beton i niezliczona ilość wypalonych papierosów (nie paliłem, a po tej budowie musiałem się wyrywać z nałogu zadziwiające uczucie „nie chcesz ale chcesz”).
Walka o kąty to dobre określenie. Jak wspomniałem wrotkarze rowery każdy to chce zrobić inaczej na szczęście nasze niedoświadczenie i brak umiejętności murarskich sprawiły że nasze fristajlowe kąty są po prostu, jakby to określić „ z jednej matki ale z różnych ojców”, oczywiście zakładając że matka i ojciec to jedna i ta sama osoba. Wszędzie jest inaczej, niema przeszkody która by miała w każdym miejscu taki sam kąt.. po tym trzeba poprostu pojeździć.
Jakie są koszta takiego zaangażowania? Patrząc pod kątem czasu i budżetu?
Czas tak jak już pisałam.. nam zajęło to 3 tygodnie ciągłej roboty 7 dni w tygodniu, a budżet stary, goście dzień w dzień maja dwa pięć na „dym” chwała że pchnęli te centy w ten cement i piasek, stary ludzie „ło stary ja nie jeżdżę na kątach ale z miła chęcią wam się dorzucę”. Maciek od Śmiecia prywatnie nas wspomógł.. Pamiętam jak wysłałem fotkę Tomowi i Doniowi ziomeczkom z Krzeszowic, w dzień później pieniądze na koncie z dopiskiem „Ku Chwale Lepszemu”, za co do tej pory jestem im wdzięczny, nie chodzi o papierki, ale o wsparcie ducha i siły by płynąc dalej.
Uśmiech Pani w składzie budowlanym dzień w dzień od rana kilkanaście razy taki z piaskiem na zmianę po cement, bezcenny.. no i rabatowy..
Zastanawiasz się czasami nad tym co byłoby gdyby przyjechał „pan z merola” i oświadczył wam, że sprzedał posesje? Dodając do tego szybkie przejęcia terenu przez robotników – odnawiających budynek.
Co ty robisz z myślą że jutro pojutrze teraz czy za chwile możesz umrzeć? To jest tak że kiedy zrozumiesz, że najprzyjemniejsze jest iść po to żeby iść wyzbędziesz się hamulców w sobie, myśli które powstrzymują nas przed marzeniami które bardzo chcielibyśmy urzeczywistnić. Świadomość tego że przyjdzie ktoś i powie dowidzenia po prostu cały czas jest i była. Był także i pan z czarnego wana na przyciemnianej szybie co to grzecznie nas przywitał „co wyście tu kurwa zrobili” była tez jego małżonka w późniejszym terminie żeby powiedzieć nam, że za miesiąc wchodzą tu robotnicy budować.. była tajna policja po narkotyki i ziomeczka z osiedla, czczfany list wiedział kiedy się ewakuować co tylko przeniosło konsekwencji czas, bo „niewidziali” pojawili się po raz drugi, ale na szczęście wszystko się wyjaśniło i jest dobrze.. była i straż miejska co to straszy sądem za budowanie bez pozwolenia, a że teren jest nie zabezpieczony a właściciel wie że „tu jeździmy” na razie rozeszło się po kościach. Były załamki kłótnie śmiechy chichy grille piwo i Rodzina.. bo lepiej cos zrobić i żałować, niż żałować że się tego nie zrobiło..
Dziękuję całej rodzinie. „Buduję Rodzinę”
Stanlej
Share on facebook